Leniwa rocznica czyli jak wypocząć w dwie godziny

Rok temu o tej porze leżałam w wannie wypełnionej ciepłą wodą i próbowałam urodzić swoje pierwsze dziecko, cierpliwie znosząc dopytywanie mojego męża czy aby na pewno nie zjem banana? Pamiętam, że nic mnie wtedy tak nie irytowało jak mąż – skurcze, bóle, położna Emma, która kazała mi wychodzić z mojego cudownego baseniku, w którym było mi tak dobrze – to wszystko nic! On był najgorszy!
Dziś wiem, że wdychał MÓJ gaz rozweselający, jadł MOJE banany i z maniakalną pasją próbował zmienić stację w radiu dlatego, że sam był zestresowany i wspominając to wszystko mogę się tylko uśmiechnąć.

Jutro – a w zasadzie za kilka godzin – minie rok od urodzin naszego syna. Przez ten rok wiele się w naszym życiu zmieniło, głównie to, że przez tych 12 miesięcy JA nie przespałam ani jednej pełnej nocy a jemu śpi się czasem gorzej niżby chciał. Nie zmieniło się natomiast to, że ON nadal nie wie, kiedy powinien wyrzucić smieci.

Przygotowywałam dziś tort dla Jasia, robiłam sałatki, sprzątałam, prałam – dzień jak codzień. Poprosiłam mojego przecudownego, niezastąpionego i jedynego w swoim rodzaju męża, żeby wziął dziecko na spacer – dzięki temu będę miała więcej czasu na ogarnięcie najważniejszych spraw.  Ubrałam syna, wsadziłam do wózka, odprowadziłam ich obu do drzwi i już miałam czmychnąć na górę, żeby zabrać się jak najszybciej do roboty, kiedy Irek litościwym głosem powiedział: “Ok, my idziemy a ty sobie wypocznij”.

Długo później nad tym myślałam i doszłam do wniosku, że nie mówił tego serio, że to taki żarcik sytuacyjny. Bo niby co to znaczy wypocznij, kiedy masz zlew zapchany talerzami, rosół z niedzieli już dawno przestał być pomidorową, brudy nie mieszczą się w koszu na pranie, dywan prosi się o odkurzenie a klocki lego są wszędzie, tylko nie tam, gdzie powinny? Nie wspominając już o tobie i o tym, że na głowie masz gniazdo, każdy paznokieć ma inną długość a na twojej najlepszej bluzce masz wzór dziecięcych rączek odbitych za pomocą dżemu truskawkowego…

Dwie godziny później okazało się, że to nie był żart sytuacyjny, bo mąż zadzwonił i zapytał, czy odpoczęłam i czy może już wracać ze spaceru. Jasne, że tak, przecież przeczytałam pół książki, którą kupiłam jeszcze zanim zaszłam w ciążę, wydepilowałam się, obejrzałam trzy odcinki meksykańskiej telenoweli i siedzę sobie, kawkę piję, generalnie to się nudzę! Kij tam, że chata błyszczy, zabawki posprzątane, podłogi wymyte, pralka mieli drugie pranie a to pierwsze już schnie, pół tortu zrobione i warzywa na sałatkę ugotowane.  Przecież to się wszystko samo robiło a ja leżałam i jak zwykle: wypoczywałam.

Także tego, dzień mi minął dość przyjemnie, szkoda tylko że głowa mi pęka i z tego lenistwa nie chciało mi się nawet zjeść czegoś.

Pięknego!

Kasia

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *