Czy ty wiesz, na co czekasz?

dsc_1232

Kiedy zostałam mamą okazało się, że moje dotychczasowe wyobrażenia jakie miałam o macierzyństwie i wychowywaniu dziecka były niczym więcej jak tylko kolorowymi mrzonkami. Wydawało mi się bowiem, że na początku taki dzidziuś tylko śpi i je, a kiedy wyszło na jaw, że oprócz tego jeszcze ma kolki, wysypki i sto różnych problemów, o których informuje tylko wrzaskiem, nie mogłam się doczekać, kiedy będzie większe i z tego wyrośnie.
Po 18 miesiącach doszłam do wniosku, że właściwie do tego się wszystko sprowadza: do czekania.

 

Bo to tak właśnie jest: najpierw nie możesz się doczekać, kiedy w końcu urodzisz i słodki bobas będzie już z tobą, bo chcesz go przytulić do piersi. Póżniej czekasz aż się od tej piersi w końcu odklei i przestawi na butelkę, a kiedy wreszcie się do butli przyzwyczai wieszasz na lodówce kartkę z datą, kiedy będziesz mogła dać mu pierwszy słoiczek. Wtedy dopiero się robi wesoło, bo po tygodniu nienawidzisz słoiczków, na myśl o karmieniu robi ci się słabo i zaczynasz marzyć o dniu, w którym dziecko samo zje łyżką zupę. Potem idzie już szybko, bo jak się okazuje, że razem z łyżką i zupą przychodzą pierwsze protesty i wrzaski, że “nie lubię!” to nie czekasz już na nic innego, tylko na moment wyprowadzki twojego dziecka z domu. C’nie?

A jak jest z ubrankami? Na poczatku są takie słodkie, malusie ale w zasadzie to nie możesz się doczekać, żeby włożyć synkowi pierwsze butki z rebooka, póżniej czapkę bejsbolówkę i wreszcie okularki przeciwsłoneczne, po czym nagle się okazuje, że dziecko ze wszystkiego wyrasta w takim tempie, że ani czapki ani butków nie nosił wcale a okularki założył na nos ulubionemu misiowi. Czekasz więc, aż przestanie tak szybko ze wszystkiego wyrastać a najbardziej to czekasz, aż sam sobie będzie kupował – za swoje!

O, albo te zabawki! No przeciez na konika na biegunach jest za malutki, więc nie możesz się doczekać kiedy do niego dorośnie, będzie miał mega frajdę! Kiedy do niego dorasta okazuje się, że dla małego wcale nie jest tak interesujący, więc po tygodniu wystawiasz aukcję na allegro i czekasz, aż dziecko będzie na tyle duże żeby iść z nim na plac zabaw. Tam też już leci lawinowo, bo słysząc po raz trzysetny w tym tygodniu “mamaa, do palku na plac?” błagasz w myślach matkę naturę, by przyspieszyła trochę jego dorastanie i żeby on już był za dorosły na ślizgawki.

Też tak masz, prawda?
Czekasz aż wyrośnie z kolek, czekasz aż zacznie podnosić główkę, czekasz aż zacznie siadać, później wszyscy mówią, że łatwiej ci będzie jak już zacznie chodzić, więc czekasz na te pierwsze kroczki; potem masz dość ganiania za uciekającym szkrabem, więc czekasz aż pójdzie do żłobka, przedszkola – gdziekolwiek, byleby ktoś inny za nim biegał. Czekasz, aż zacznie mówić a jak już mówi, zalewa cię potok jego słów i krew, bo ile można tłumaczyć dlaczego mama jest mamą a tata ma wąsy i chrapie? Czekasz aż pójdzie do szkoły, będzie miał nowych kolegów, jakieś pasje, niech się czymś zajmie – myślisz – da mi wtedy spokój. Później się okazauje, że szkoła jest zła, bo każą się uczyć tabliczki mnożenia, zasad gramatyki i każdy ciągle go poprawia, że poszedłem a nie poszłem. Więc ty czekasz aż się w końcu nauczy albo zapomni i w ogóle czekasz, żeby zaczął już studia, może pozna jakąś miłą dziewuchę i się wyprowadzi, zacznie swoje życie i zobaczy jak to jest…

A kiedy już zobaczy jak to jest, ty siedzisz i czekasz na jego telefon.
Nie możesz się doczekać, kiedy wpadnie w odwiedziny – choćby z koszem prania i prośbą o pożyczkę na czynsz.
Czekasz, żeby usłyszeć jego głos i żeby znów patrzył na ciebie jak na najwspanialszą osobę na świecie, która zna odpowiedź na każde pytanie. Uśmiechasz się na każde wspomnienie – czy to pierwszego ząbka czy kolejnej nieprzespanej nocy z powodu bólu ósemki i czekasz aż przyjdzie, żeby mu o tym opowiedzieć.

Czas płynie tak szybko, że szkoda go tracić na czekanie. Żaden dzień się nie powtórzy, żadna chwila nie będzie drugi raz tą pierwszą, nigdy więcej twój syn nie bedzie się śmiał tak jak wczoraj a twoja córka nie będzie tańczyć tak samo jak dziś rano. Nie czekaj, aż zacznie jeść słoiczki i zupki, bo już nigdy więcej nie wtuli się w twoją pierś. Nie czekaj, aż zacznie chodzić, bo jak już zacznie, to już nigdy więcej nie będzie tak słodko raczkował po pokoju. Nie czekaj aż pójdzie do szkoły, bo prawdopodobnie już nigdy nie da ci buziaka przy kolegach. Nie czekaj aż zacznie samodzielne życie, bo będziesz tęsknić za jego obecnością.
Jutro twoje dziecko będzie już zupełnie inne więc nie czekaj na jutro, tylko bierz to co jest teraz.
Nie ma na co czekać.

dsc_1244

dsc_1260

dsc_1248

dsc_1255

dsc_1280

dsc_1180

dsc_1162dsc_1175

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *