Dlaczego jestem wyrodną matką i dlaczego się z tego cieszę

DSC_0126

Cudowne uczucie!

Naprawdę!
Zero wyrzutów sumienia, zero żalu, nic. Jedynie radość z tego, że znów zacznę coś robić, że chociaż cząstka mojego dawnego życia do mnie powróci; już się nawet w myślach zapisałam się na pilates i naukę jazdy konnej!
O tak, szczęśliwa jest matka, która zapisała swoje dziecko do żłobka!

Yhyym…
A jak tylko spojrzałam na śpiące jak aniołek dzieciątko, z lekko uchylonymi usteczkami, z włoskami rozczochranymi, z tygryskiem pod pachą to się zaczęło. Wyrzuty się zaczęły.

Wyrodna matka! Takie biedne maleństwo oddaje obcym ludziom! Przecież ono ma zaledwie półtora roku, potrzebuje mamy non stop! Kto się nim zajmie lepiej niż ja? Kto mu obetrze łzy, kiedy upadnie, kto go przytuli i pocałuje? A jak wróci do domu to mnie nie pozna! I będzie kochał panią opiekunkę bardziej ode mnie! No i oczywiście: zaraz będzie chory! Albo złapie wszy, o zgrozo!
Momentalnie moja nieskończona miłość do niego powiększyła się o pięć niskończoności, okrążyła orbitę milion razy i eksplodowała jak fajerwerki. Mój skarbuś najukochańszy, mamusia ci wszystko wynagrodzi: oddam ci swój telefon na zawsze, pozwolę dzwonić do dziadka kiedy tylko chcesz, będziesz mógł walić po meblach kijem od mopa i wrzucać moje szpilki do wanny a mamusia będzie się z błogim uśmiechem przyglądać i myśleć jak bardzo cię kocha, o tak!

Dwie godziny później, po radosnej pobudce, po rytualnym wycałowaniu lewej i prawej stópki w takiej właśnie kolejności i po powtórzeniu osiem razy “idzie raczek-nieboraczek”, zaczął się najzwyklejszy matczyny koszmar a ja miałam znów nawrót zdrowego rozsądku. Wytarłam podłogę z rozsypanej mąki, pozbierałam łupiny od orzeszków, wrzuciłam do prania moje spodnie brudne od jogurtu jagodowego (bo jak się nie chce jeść to najlepiej wywalić wszystko na mamę), opowiedziałam dwie bajki jednocześnie robiąc obiad, pozmywałam, umyłam młodego bo upaćkał się markerami ojca, wyrzuciłam śmieci, pozbierałam resztki spaghetti z dywanu (bo jak się nie chce jeść i nie można już wywalić na mamę, to na dywan też jest spoko) po czym padłam na kanapę i błagałam kogokolwiek kto  mógł mnie wysłuchać, żeby wrzesień był jutro. I żeby ktoś zabrał ze mnie dziecko, skaczące wycałowanymi stópkami po moim brzuchu.

Może i będę za nim płakać, może i będę rozmyślać czy za mną nie tęskni i czy jeszcze w ogóle mnie pamięta – ale nam obojgu należy się trochę wytchnienia od siebie. Nadal więc jestem przeszczęśliwa, że Janek idzie do żłobka – nawet pomimo tego będziemy wciąż mieli dla siebie dużo czasu: na upapranie się jogurtem i na “raczka-nieboraczka”, na to żeby się wspólnie uczyć, bawić i żyć w jakiejś względnej harmonii. Dla nas obojga będzie to niezła szkoła.

A ja zapiszę się w końcu na ten pilates!

DSC_0343

 

DSC_0481

 

DSC_0478

 

DSC_0604

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *