Dlaczego piszesz tak rzadko?! czyli prośba o rozgrzeszenie

DSC_7911

Jak ten czas pędzi!

Pod koniec kwietnia miałam niemal gotowy wpis o tym, dlaczego tak mało piszę. Nagle okazało się, że jest już druga połowa maja, a kwietnowy post nadal odkładam na jutro. Skąd się bierze taka opieszałość?
Powiedziałabym, że z lenistwa, ale czy do końca?

Ktoś kiedyś mi powiedział, że prawie zawsze szukam we wszystkim drugiego dna i to nie jest właściwa droga. Rozwiązując w szkole test i mając podane cztery odpowiedzi, z których trzeba wybrać jedną, właściwą, doszukuję się tylu zależności, że nagle mam ochotę zaznaczyć wszystkie. I nie dlatego, że czegoś nie wiem, ale dlatego, że szukam głębszego sensu. Odpowiadając na pytanie otwarte zastanawiam się, czy autor pytania na pewno miał na myśli to samo, co ja.

Dlatego pisząc post o tym jak zleciał mi kwiecień i gdy już był niemal gotowy, okazywało się, że wieczorem albo kolejnego dnia czeka mnie jeszcze coś, co warto opisać, zrobić kilka zdjęć i wrzucić na bloga w jednym poście, bo po co rozbijać to na sto części lub tysiąc podobych wpisów?

DSC_7905

Pisałam kiedyś komuś post o planowaniu celów i myślałam, jakie to mądre i jak fajnie byłoby być taką właśnie osobą, która ma wszystko zaplanowane, rozpisane i że wtedy w moim życiu byłoby o wiele mniej chaosu.
Próbowałam, uwierzcie.
Pisałam plany dnia, planowałam tygodnie, miesiące, stawiałam sobie cele.

Chyba jednak nie jestem stworzona do planowania.
Nie widzę siebie w sztywnych ramach, wykonującą zadania krok po kroku. Nie potrafię korzystać z planu dnia, nie stawiam sobie noworocznych postanowień, nie chcę wiedzieć gdzie będę za pięć lat i co będę wtedy robić. Wiem, że to przeczy wszystkim coachingowym podstawom, a niejeden trener miałby do mnie pretensje. Ale niech mi ktoś powie, jak zaplanować to, co wydarzy się jutro czy za miesiąc?

Lubię mieć czas dla siebie, lubię bez wyrzutów sumienia wziąć do ręki książkę i na kanapie popełniać grzech obżarstwa, oglądając seriale. Lubię mieć czas dla swojego dziecka, na wszystkie nieplanowane zabawy, nieplanowane wycieczki, naukę, śmiech i to wszystko, na co może zabraknąć mi czasu, jeśli mój plan dnia będzie wypełniony po brzegi.
I nie, wcale nie mam wyrzutów sumienia, kiedy nie zrobię obiadu albo nie wypiorę pościeli – trudno, widocznie było coś ważniejszego niż to; obiad mogę zamówić (Jaś uwielbia pierogi ze szpinakiem z pobliskiej pierogarni) a pościel wyprać jutro, nikt mnie za to nie zabije, nikt nie straci przeze mnie zdrowia i nikogo tym nie zawiodę.

A wracając do kwietnia – pogoda była tak piękna, że większość czasu spędzałam z synem na dworze, laptop leżał w domu i mam pewność, że brak wpisu to nic w porównaniu z tyloma nowymi rzeczami, które w tym pozornie straconym czasie odkryło moje dziecko.

Prawda? 😀

DSC_7830

DSC_7837

DSC_7840

DSC_7935

DSC_7911

Pięknego dnia!

Kasia

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *