Jak wychować dziecko czyli 365 rzeczy, które robisz źle według twojej mamy*

dsc_1143

Ach, cóż to za piękna chwila, kiedy dowiadujesz się, że nosisz pod sercem maleńkie życie, że powiększy się rodzina, że niedługo pewien człowieczek będzie do ciebie wołał mamo, że ktoś będzie cię kochał bez względu na to czy upierzesz mu skarpetki czy nie… Ach, jakie to cudowne dzielić się tą wieścią z innymi, ze wszystkimi psiapsiółami, ich psiapsiółami, sąsiadem i jego psem, panią z mięsnego, Lodzią z kasy w biedrze i swoją własną, najcudowniejszą MAMĄ!

Na tę ostatnią okoliczność masz przygotowany scenariusz niespodzianki: kupujesz mega misia, do koperty wkładasz zdjęcie z usg i list “od wnuka”, jedziesz do mamusi i dzielisz się radosną nowiną. A zaskoczona ale szczęśliwa przyszła babcia wyściska cię, wycałowuje i mówi, że od teraz solidarnie będzie z tobą jadła lody malinowe z kiszonym ogórkiem i parówką.

Zaraz. Wróć.

Mama się zastanawia przez nanosekundę. Przecież nie możesz jeść lodów, przeziębisz się. Trzeba będzie pić mleko z miodem i czosnkiem. Żadnych leków, absolutnie, nawet jeśli lekarz powiedział, że paracetamol wolno. Gówno on tam wie o ciąży! Zero lodów i paracetamolu! I w ogóle to chyba masz już załatwione zwolnienie, bo przecież nie będziesz pracowała w ciąży?!

Po dziesięciu minutach uznajesz, że masz dość, wymyślasz na szybko jakąś wymówkę i jedziesz do siostry, bo ona przynajmniej nie będzie cię przekonywać, że ciąża do choroba…

9 miesięcy później…

Ledwo urodziło się maleństwo, ledwo powiadomiłaś o tym świeżo upieczoną babcię a ona już dzwoni do ciebie po raz enty z informacją, że Jaś to jednak słabe imię, lepiej gdyby nazywał się Jurek (jak jej świętej pamięci brat, znałaś przecież wujka Jurka), żebyś piła bawarkę koniecznie i nakładała małemu czapeczkę bo go w szpitalu przewieje albo mu jakiś znachor w nocy do ucha nadmucha, no i skarpetusie obowiązkowo; nie trzymać na rękach bez becika bo będzie miał krzywy kręgosłup i w ogóle lepiej wcale nie brać na ręce bo się przyzwyczai i będzie z niego rozkapryszony bachor: nawet obiadu nie zrobisz bo będziesz musiała go nosić. Pamiętaj, żeby mu nie dawać tego sztucznego mleka ze sklepu, zaszczepić jak najszybciej i opatulić kocykiem na noc, a w zasadzie to dwoma. I nie słuchaj, że położna gada, że nie trzeba, bo trzeba! Mamusia czworo dzieci wychowała więc ona wie, a nie jakaś tam obca baba będzie ci morały prawić…

Kładź go na brzuszku, bo on już MUSI dźwigać głowę!

Dwa tygodnie później dzwoni do ciebie na skypa, żeby zobaczyć, czy mały już podnosi główkę, kiedy kładziesz go na brzuszku. Nie kładziesz?! Jak to? Przecież jest już taki duży! Córka sąsiadki mówiła, że jej Lenka już ładnie trzyma główkę, a ma dwa miesiące. No i co, że Janek ma dwa tygodnie, to prawie to samo…
A co to? Czy ja dobrze widzę, że on czapeczki nie ma? Co z tego, że jest w domu? Całe ciepło przez głowę ucieka, chcesz żeby zmarzł? On jest jeszcze taki malutki! Jak przyjedzie do babci, to babcia mu da czapeczkę, taką z uszkami i wiązaną pod brodą. Ale jeszcze z nim nie wychodź na dwór, absolutnie! Poczekaj jeszcze z miesiąc i wtedy na pół godzinki, najlepiej na balkon z nim wyjdź – tylko ciepło go ubierz! Nie szkodzi, że jest czerwiec, jak się przeziębi to zobaczysz! Wspomnisz moje słowa…

Siedzi? Nie siedzi?

Wiedziona radością i spełnieniem jakie daje macierzyństwo zauważasz, że twoje pięciomiesięczne dziecko powoli chce już siadać, więc skacząc ze szczęścia wywalasz gondolę na strych, wyciągasz spacerówkę i dumna idziesz na spacer ze swoją dzielną pociechą. Na drugi dzień z samego rana dzwoni mamusia, upewnić się, że to co mówiła Bogusia – ta z parteru – to wcale nie jest prawda i nie wozisz dziecka w półsiedzącej pozycji w jakimś dziwnym pojeździe, w dodatku bez szelek! Przecież to jest takie niezdrowe dla kręgosłupa, jak będzie chciał siedzieć to usiądzie sam, po co się wygłupiać z jakimiś spacerówkami… Lepiej byś go postawiła na podłodze, bo jak się tak sztywno trzyma to lada dzień zacznie chodzić – tylko patrzeć jak pobiegnie! No i podobno mały nie miał czapeczki i skarpetek, ale to już musi być zupełna abstrakcja, ta Bogusia musiała coś nazmyślać; przecież nie jesteś chyba tak głupia żeby dziecku skarpetek nie ubrać? Jest ledwo 20 stopni, przecież się przeziębi. Mało masz zmartwień, w chorobę chcesz dziecko wpędzić?

Czy ty wiesz, która jest godzina?

Lato w pełni, lipiec, słońce grzeje przez cały dzień tak mocno, że dopiero wieczorem decydujesz się wyjść z dzieckiem na dwór. Rozkładasz na trawie kocyk, sadzasz małego, wyciągasz zabawki, książeczki i wszystko wydaje się być tak cudowne, że aż nieprawdziwe. W zasadzie jesteś bliska prawdy, bo oto za tobą wybiega ona, wymachując bluzą i czapeczką, z niedowierzaniem wybałuszając oczy na dziecko, które prze-szczęśliwe bawi się autkami. Czyś ty zupełnie zwariowała, przecież trzeba mu ubrać sweterek – koniecznie z wysokim kołnierzem – i czapeczkę, chociaż tę cienką, bo JEST JUŻ DWUDZIESTA! Rozumiesz?! Dwudziesta to prawie noc! Widziałaś kiedyś dziecko, które w nocy nie ma ubranej czapki?! No teraz to już na pewno będzie chory, jeszcze mu krótki rękaw ubrałaś; i to na litość boską jakąś marną koszulinkę zamiast bodziaka! Raz, że przewieje mu nerki a dwa, że powinnaś mu ubrać golfik, taki pod szyję! Ona wie, bo jak sama nie założy golfu o dwudziestej to będzie chora! Więc cóż takie dziecko! Naprawdę, okropna ta twoja mama, ja ci mówię, babcia by ci golfik założyła… Jutro babcia pojedzie ci kupić.

Co z ciebie za matka?! Przecież ty nie masz serca!

Twoje dziecko od jakiegoś już czasu jest świadome tego, że może – a nawet powinno – mieć swoje zdanie, więc na każdym kroku ci je przedstawia i bez względu na to czy dajesz mu kaszkę, wiedząc że jest głodne czy zakazujesz wkładać kamienie do buzi – ono zawsze wie lepiej! W jedenastu przypadkach na dziesięć kończy się to rozdzierającym płaczem, który najpierw starasz się uciszyć a później zaczynasz olewać, bo dobrze wiesz, kto ma rację i że nie może to trwać wiecznie: w końcu przecież mały skapituluje i wypije to mleko. Ale nie: bo twoja mama wie lepiej! Wpada do pokoju jak burza, bo jest przekonana, że małemu coś się stało – wspiął się na meble i z nich spadł, złamał nogę bo potknął się o okruszek chleba albo wydłubał sobie oko flamastrem, podczas gdy ty (będąc przecież tuż obok) niewątpliwie przeoczyłaś zagrożenie życia wpatrując się tępo w telewizor zamiast w dziecko. Kiedy okazuje się, że płacze bo ma humorki, słyszysz, że nie powinnaś pozwalać mu na… płacz! Lepiej dać mu to co chce albo odpuścić, bo dziecko a-bso-lu-tnie nie może płakać! Jeszcze mu przepuklina wyjdzie albo coś gorszego! Zresztą jak możesz tak słuchać tego płaczu, serce ci nie pęka?! Ty chyba nie masz serca wcale! Trzeba go utulić, uspokoić; jak nie chce jeść to niech nie je, a co mu się stanie jak pogryzie trochę kamyczek… Tylko patrz, żeby nie połknął bo dopiero będzie tragedia!

Takich rad można wypisać setki, w zasadzie cokolwiek nie zrobisz i tak będzie źle, więc śmiało mogę zaryzykować stwierdzenie, że o macierzyństwie nie wiesz nic, ja nic nie wiem i w ogóle każda dzisiejsza matka jest niedouczona; cud w ogóle że te dzieci jeszcze żyją – moje, twoje czy czyjekolwiek. Babcia wie najlepiej, przecież swoje dzieci wychowała własnie tak jak mówi i co – okazy zdrowia wyrosły, swoje też przeżyła i mądrości wielu kobiet zna. Powinnaś wszystkie jej rady spisywać na karteczce, w zeszycie albo najlepiej jak ona ci spisze: w takim grubym kalendarzu ściennym z wyrywanymi karteczkami – po prostu każdego dnia będziesz odkrywała nową dobrą radę! Ot, jakie to proste!**

*ponieważ wiem, że gdzieś za twoimi plecami też jest taka “mama dobra rada”, ale niekoniecznie jest to mama, możesz sobie w to miejsce wstawić słowo odpowiednie do przypadku: teściowa, ciocia, ciocia teściowej czy inna zmora 😛 

** bardzo kocham moją mamę i tak naprawdę ona wcale taka nie jest… Pisząc ten wpis miałam na myśli inną mamę i wiem, że wy wiecie o kogo chodzi 😀

dsc_1107 dsc_1108 dsc_1133 dsc_1139

dsc_1130

102d5100dsc_1072

 

 

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *