Jam jest Pan Czasu Twego

clock-594178_640

Zanim zostałam mamą wstawanie o 11 żeby ogarnąć siebie, dom, zrobić obiad i na 15 iść do pracy wydawało mi się czymś nieludzkim. Z utęsknieniem czekałam na wolny weekend, nie po to żeby nadrobić zaległości w domowych obowiązkach, wyprać zalegające brudy czy zrobić porządek w szafie ale po to, by móc spać nie martwiąc się, że za chwilę zacznie śpiewać alarm w telefonie a ja będę musiała zwlec się z łóżka. Chociaż czasami specjalnie ustawiałam ten cholerny alarm – tylko po to by go wyłączyć, pieprznąć telefonem w kąt, zaśmiać się niczym psychopata, nakryć głowę kołdrą i z satysfakcją zasnąć ponownie. Nie ukrywam nawet, że sen po takiej akcji jest przyjemniejszy 😛

Kiedy w końcu udawało mi się wstać urządzałam sobie piżamowe party a dzień wyglądał mniej więcej tak: wygodna kanapa, pyszna kawa, ciepły koc, dobra książka i wszystkie nieobejrzane w tygodniu odcinki ulubionych seriali.

Teraz, kiedy moim życiem rządzi mały Jaś, nawet zrobienie herbaty zajmuje wieki, nie wspominając już o jej wypiciu kiedy jeszcze jest gorąca.
Na sen mam godziny wyznaczone przez zegar biologiczny mojego dziecka: jakieś 40 minut w nocy i między 6 rano a południem, kiedy małego przejmuje tata. Z robieniem prania nie zalegam, za to poukładanie wszystkiego w szafie wydaje mi się być górą nie do zdobycia. Stałam się mistrzynią w wymyślaniu mega szybkich potraw, które mój luby może zabrać ze sobą do pracy, by nie żywić się wyłącznie frytkami ze stołówki. Przygotowywanie mleka dla małego mam opanowane do perfekcji, nie tylko w dzień, kiedy się okazuje, że tym razem Jasiek ma ochotę na 20 ml więcej niż akurat zrobiłam, ale także w środku nocy – kiedy tylko jedno oko mam otwarte. Nadrabianie serialowych zaległości w dzień? Nie ma mowy! Na to jest pora między 3 a 5 nad ranem, podczas dwugodzinnego karmienia małego głoda.

A skoro jesteśmy już przy temacie jedzenia – czy wasze dzieci też bezbłędnie wyczuwają ten moment, kiedy otwieracie lodówkę, sięgacie po masło i wędlinę czy ser w celu zrobienia szybkiej kanapki, bo przecież pora śniadaniowa minęła jakieś pięć godzin temu a wy nadal nie miałyście okazji niczego przegryźć, i zaczynają wrzeszczeć w niebogłosy domagając się mleka, jakby dziesięć minut temu wcale nie wyssały do cna zawartości dwóch cycków czy wielkiej butli? Jasiek wyczuwa. Nawet jeśli jestem przekonana, że zasnął głęboko i nawet wojna go nie zbudzi. Wojna może nie – dźwięk otwieranej lodówki owszem. I oboje dobrze wiemy, że nie jest głodny. Ale co to za sprawiedliwość, że ja będę jadła a on nie?

A numer z pizzą?!
Spróbuj zjeść choć kawałek trzymając (nieśpiące ale najedzone!) dziecko na rękach. Będzie się na ciebie patrzyło wzrokiem pełnym wyrzutów, jakby nie jadło od tygodnia, mlaskając bezczelnie, dając do zrozumienia, że skoro ono jest jeszcze za małe na jedzenie pizzy to jakim prawem ty ją jesz?!
Mniej więcej tak to wyglądało, tylko morderczego wzroku mojego dziecka nie udało się ująć – aparat się zestresował;

WP_20150307_18_59_13_Pro

Kilka dni temu wpadł mi w ręce mój kalendarz na ten rok. W planowaniu swojego czasu jestem do niczego ale tym razem miałam zamiar się przełamać i jakoś sobie wszystko poukładać. Po zastanowieniu oddałam kalendarz Jaśkowi. Guzik z nim zrobi, bo co on może, mając za sobą jedynie miesiąc i kilka dni życia? Ale przeraziła mnie symbolika tej chwili, bo to on zarządza teraz moim czasem.

O, tak jak teraz.
“Buu, buu! Co ty tam robisz?! Buu! Bloga sobie piszesz?! Błeee! Błeee! Zwariowałaś do reszty, przecież ja tu głodny leżę! Jeeeeść! Dawaj jeeeeeść!”

No i co. Lecę.
Szef wzywa.

Mamusia tu jest, myszko, zobacz: mleczko. Mleczko, mniam, mniam… 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *